ROP w Polsce podniesie ceny? Eksperci ostrzegają przed ukrytym podatkiem

Fot. Pexels

Nowy system Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP), który ma wejść w życie w 2026 roku, budzi coraz większe kontrowersje. Choć rząd przedstawia go jako realizację unijnych wymogów, eksperci alarmują, że w praktyce oznacza on dodatkowe obciążenia dla firm i wyższe ceny dla konsumentów – ostrzegają eksperci Warsaw Enterprise Institute (WEI).

ROP w Polsce – założenia i kontrowersje systemu

W 2026 roku w Polsce ma zacząć obowiązywać system Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP). Jego celem jest przeniesienie kosztów zbiórki, transportu i recyklingu odpadów opakowaniowych na firmy wprowadzające produkty na rynek.

Sama idea nie budzi większych sprzeciwów. Problemy pojawiają się jednak na etapie projektowania przepisów. To państwa członkowskie decydują o szczegółach wdrożenia, a zdaniem ekspertów projekt przygotowany w Polsce może prowadzić do powstania nowej daniny obciążającej przedsiębiorców – uważają eksperci Warsaw Enterprise Institute.

Nowa opłata produktowa obejmie także małe firmy

Projekt ustawy zakłada wprowadzenie opłaty uzależnionej od rodzaju opakowania. Przedsiębiorcy będą zobowiązani do jej wyliczania, raportowania w bazie odpadów oraz odprowadzania do urzędów marszałkowskich.

Co istotne, nowe przepisy obejmą nie tylko duże podmioty, ale również sklepy internetowe i najmniejsze firmy. Planowana likwidacja zwolnień oznacza, że nawet mikroprzedsiębiorstwa wprowadzające niewielkie ilości opakowań zostaną objęte obowiązkiem opłat.

Wzrost cen żywności i produktów codziennego użytku

Największe obawy dotyczą wpływu ROP na ceny. Branża spożywcza, odpowiadająca za dużą część opakowań, już teraz sygnalizuje możliwe podwyżki.

W debacie publicznej coraz częściej pojawia się określenie „podatek od bezpieczeństwa żywności”, wskazujące na potencjalny wpływ regulacji na koszty produkcji i sprzedaży.

– Nowy parapodatek drastycznie zwiększy obciążenia finansowe firm. Koszty producentów mogą wzrosnąć z około 1,4 miliarda złotych obecnie do około 5 miliardów złotych rocznie. Nietrudno się domyślić, że zostaną one przerzucone na konsumentów w ostatecznych cenach produktów – mówi Piotr Palutkiewicz, wiceprezes Warsaw Enterprise Institute.

Zarządzanie systemem i ryzyko biurokracji

Kontrowersje wzbudza także model zarządzania środkami. Zgodnie z projektem głównym operatorem systemu miałby zostać Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Środki trafiałyby najpierw do urzędów marszałkowskich, następnie do centrali funduszu, potem do funduszy wojewódzkich, a dopiero na końcu do gmin. Zdaniem krytyków taki model może zwiększyć koszty administracyjne i obniżyć efektywność systemu.

– Powierzenie tej roli państwowemu gigantowi budzi obawy o rozrost biurokracji, wysokie koszty administracyjne i niską efektywność, analogicznie do problemów znanych z funkcjonowania NFZ czy ZUS – ocenia Andrzej Strojny, analityk WEI. – Koszty opakowań wzrosną, co odczujemy w cenach produktów. Przykładowo, opakowania jogurtu czy napoju mogą zdrożeć o 15 procent. Niby niewiele, ale skoro niemal wszystko jest dziś w opakowaniach, skala podwyżek szybko się skumuluje – dodaje.

Model węgierski jako ostrzeżenie dla Polski

Eksperci wskazują, że projekt polskiego systemu przypomina rozwiązania wprowadzone na Węgrzech. Tam centralizacja gospodarki odpadami doprowadziła do wzrostu kosztów przy jednoczesnym pogorszeniu wyników recyklingu.

Według krytyków podobny scenariusz może zrealizować się w Polsce, jeśli projekt ustawy nie zostanie zmodyfikowany przed jego wdrożeniem.

Źródło: Warsaw Enterprise Institute