Pałac Kultury i Nauki w strategii Warszawa 2040+: Zabytek narodowy czy symbol zniewolenia?

Fot. Fundacja im. XBW Ignacego Krasickiego

Czy Pałac Kultury i Nauki powinien nadal dominować nad Warszawą – nie tylko fizycznie, ale i w dokumentach planistycznych stolicy? Prof. Lech Królikowski poddaje krytycznej analizie strategię „Warszawa 2040+”, która nadaje temu obiektowi uprzywilejowaną rolę i prawną ochronę widokową. Przywołując historię powstania gmachu jako ideologicznego „stempla” sowieckiego imperium, autor zestawia sentymenty mieszkańców z surową oceną ekspertów dotyczącą racjonalności architektonicznej budynku. W tekście przygotowanym przez prof. Lecha Królikowskiego dla Fundacji im. XBW Ignacego Krasickiego, znajdziemy nie tylko analizę symboliki „daru Stalina”, ale także trzeźwe spojrzenie na prawne i ekonomiczne skutki ewentualnego wyburzenia PKiN. Całość wieńczy prowokacyjne pytanie o zasadność utrzymywania tego symbolu stalinizmu na liście zabytków narodowych, obok tak kluczowych dla polskiej kultury miejsc jak Wawel czy Jasna Góra.

Strategia Warszawa 2040+ – kontrowersje wokół uprzywilejowanej roli PKiN

19 stycznia 2026 r. upłynie termin zgłaszania wniosków i uwag do strategii „Warszawa 2040+”.  Jest to kolejny dokument z serii wieloletnich założeń strategicznych dla naszego miasta, który jest podstawą wszelkich działań planistycznych do 2040 r. Pomimo, że od lat interesuję się tym, co dzieje się w Warszawie, tym razem mam ogromny niedosyt, albowiem – moim zdaniem – „konsultacje społeczne” towarzyszące powstaniu tego dokumentu, zostały tak zaplanowane, aby oprócz „zawodowców”, inni nie mieli wiele do powiedzenia.

W mojej ocenie, symbolem dyktatu jest wymienienie z nazwy tylko jednego obiektu, który z mocy uchwalonej „Strategii” miałby pełnić w naszej stolicy szczególną rolę i być w uprzywilejowany sposób wyeksponowany. Obiektem tym jest Pałac Kultury i Nauki (Warszawa 2040+, s. 95, rys. 3)

Spory polityczne o losy Pałacu: Od wyburzenia po ochronę widokową

Poglądy na PKiN w ciągu ¾-stulecia od chwili jego powstania, zależały i zależą w dużej mierze nie tylko od ustroju panującego w Polsce, ale także od ekipy sprawującej władzę oraz układu sił na polskiej scenie politycznej. Nie tak bardzo dawno, bo w 2017 r. zapytany przez dziennikarza ówczesny wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki odpowiedział, że gdyby była taka potrzeba, to wojsko byłoby gotowe zrealizować zadanie, czyli wysadzić w powietrze stołeczny Pałac Kultury i Nauki.

Ta oraz kilka innych wypowiedzi wysokich dostojników rządzącej wówczas w Polsce (ale nie w Warszawie) partii, zainicjowała wręcz ogólnonarodową dyskusję na temat dalszych losów tego obiektu. Wiele lat temu ówczesny poseł Radosław Sikorski kończył swoje przemówienia w Sejmie: „a Pałac Kultury powinien być zburzony”.  Teraz (2026 r.) w najważniejszym dokumencie planistycznym stolicy pojawił się przepis o prawnej ochronie widoków na PKiN.

Architektoniczny „stempel” imperium – PKiN na tle historycznych symboli dominacji

Między nami są zagorzali przeciwnicy Pałacu, jak też nieprzejednani miłośnicy tego obiektu. Przeprowadzona wśród mieszkańców uliczna sonda wykazała, że większość chce zachowania Pałacu.  Tam chodzili na zajęcia do Pałacu Młodzieży; tam umawiali się na randki. Po prostu – wyrośli w cieniu Pałacu. To symbol ich młodości. Jego pochodzenie i symbolika mało kogo interesują, a przecież dotyczy to stolicy Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Przypomnę więc kilka szczegółów.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji. Źródło: Wikipedia/Erik Charlton

*     *     *

Można powiedzieć, że „jak świat światem”, kolejne mocarstwa „pieczętowały” zdobyte terytoria charakterystycznymi dla siebie budynkami. Po Rzymianach, na całym podbitym terytorium pozostały ruiny podobnych do siebie świątyń, amfiteatrów, łaźni itd. To samo, w bliższych nam czasach, czynili Anglicy, Francuzi i Rosjanie. Za carskich czasów, Rosjanie starali się, aby nad każdym ważnym podbitym miastem dominowała prawosławna cerkiew, najczęściej pod wezwaniem św. Aleksandra Newskiego (np. Tallinn).

Także w Warszawie był taki obiekt z 73-metrową wieżą górującą nad miastem. Nasi przodkowie mieli jednak odwagę rozebrać świątynię, a odzyskane marmury i inne dekoracyjne materiały wykorzystać do urządzenia wnętrz Teatru Narodowego, Instytutu Geologicznego na Wiśniowej, czy kościoła w Pyrach.

Sowieci nie byli inni. Dokąd dotarli, to starali się utrwalić ten fakt „stemplem” w postaci charakterystycznych budowli zwieńczonych szpicem, często z gwiazdą. Kształt budynku nie był ich wymysłem, albowiem nawiązywał do pierwszych wieżowców w Nowym Jorku, ale – moim zdaniem – przede wszystkim do bardzo charakterystycznych brył kremlowskich bram.

W samej Moskwie wzniesiono siedem „sióstr Stalina”, jak przezwano te budynki. Były to budynki użyteczności publicznej (Uniwersytet im. Łomonosowa), administracyjne (gmachy ministerstw spraw zagranicznych i rolnictwa), hotele (Ukraina, Leningradskaja) oraz mieszkalne. Charakterystyczne wieżyczki (nie tak wysokie) otrzymały także niektóre budynki przy Moskiewskim Prospekcie w ówczesnym Leningradzie. „Siostrę Stalina” wznieśli Sowieci w Rydze (siedziba Łotewskiej Akademii Nauk), a także podobny budynek podarowali Chińczykom (Szanghaj).  Na „pałacowy” sposób ozdabiali obiekty na całym terytorium ZSRR, np. dworzec kolejowy w Brześciu.

Podarowali takie cudo także Warszawie. Doszło do tego, że np. we francuskiej encyklopedii Laroussea, hasło „Varsovie” zilustrowane zostało fotografią przedstawiającą PKiN.

 

Brześć. Fot. L. Królikowski
Ryga – Łotewska Akademia Nauk. Fot. L. Królikowski
Szanghaj – dar ZSRR. Fot. L. Królikowski

Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina wybudowano w Warszawie w latach 1952-1955, według projekty sowieckiego architekta Lwa Rudniewa. Wzniesiono go w centrum miasta, po uprzątnięciu gruzów i wyburzeniu ocalałych kamienic na gęsto zabudowanym terenie przylegającym do dawnego dworca Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. „Uporządkowany” w ten sposób teren, zawarty w obrysie Al. Jerozolimskich oraz ulic: Emilii Plater, Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej, ma powierzchnię 27ha.

Sam Pałac, w obrysie tzw. cokołu, zajmuje powierzchnię 7,5 ha. Całkowita wysokość PKiN wynosi 237 m, ale ostatnia „użytkowa” kondygnacja, to 30. piętro (na 114 metrze) z tarasem widokowym. Wyżej, to głownie urządzenia techniczne (m.in. liczne anteny) oraz zegar (dodany już w czasach III RP) i ozdóbki. Czyli w część „kubaturowa” zajmuje jedynie połowę wysokości obiektu.

Kształt architektoniczny, czyli to, co widzimy z zewnątrz jest wręcz kopią rozwiązań zastosowanych w Moskwie. Wnętrze – w dużej mierze – urządzone jest przez polskich artystów i rzemieślników.  Fakt ten był główną przesłanką wpisania obiektu na list zabytków, co miało miejsce 2 lutego 2007 r. Oznacza to, że w sytuacji chronicznego braku pieniędzy na ochronę narodowego dziedzictwa kultury, PKiN staje do rywalizacji o niezbędne środki na remonty i konserwacje na równi z Wawelem, Jasną Górą i Wilanowem.

List w sprawie cofnięcia uznania PKiN za zabytek (chroniony przez państwo) podpisali m.in. Jan Pietrzak, Jan Pospieszalski i ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Symbolika zniewolenia czy „radziecka technika”? Krytyczna ocena PKiN

W czasach (1952-1955) kiedy „ludzie radzieccy” wznosili PKiN, w oddalonym 2,5 km od Pałacu więzieniu przy Rakowieckiej na Mokotowie, wykonywane były wyroki śmierci na polskich patriotach.  We wspomnianym wyżej liście protestacyjnym, napisano m.in.: „Jest symbolem zniewolenia Polski przez sowieckie imperium, jest znakiem upokorzenia narodu polskiego …”.

Decyzja o wpisaniu PKiN na listę narodowych zabytków, z której do dziś dumnych jest kilku prawicowych działaczy, skrytykowali m.in. eksperci z Komitetu Architektury i Urbanistyki PAN. Napisali m.in.: „Gmach pałacu   w sensie jego koncepcji jest zaprzeczeniem architektonicznej racjonalności we wszystkich jej aspektach ekonomicznych, technicznych, estetycznych i urbanistycznych”.

Całkowicie zgadzam się z tą ostatnią oceną, albowiem Pałac Kultury i Nauki nie był budowany z uwzględnieniem „ekonomicznych, technicznych, estetycznych i urbanistycznych” wymogów racjonalności, ale po to, aby naród polski mógł podziwiać geniusz „ludzi radzieckich”.

Doskonale pamiętam atmosferę tamtych lat. Takim fetyszem dla „ludzi radzieckich’ była wówczas „knopka”, czyli przycisk (guzik). Był to symbol wyższości radzieckiej techniki.  „Naciskasz „knopku” i już jest zrobione”. Będąc kiedyś w PKiN skorzystałem na jednym z pięter z WC. Oczywiście nad sedesem nie było sznurka do spuszczania wody, ale niklowana knopka w ścianie. Wychodząc na korytarz spostrzegłem, że uchylone są drzwi do sąsiedniego pomieszczenia. Spojrzałem. Jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłem, że koniec knopki którą nacisnąłem w sąsiednim pomieszczeniu, połączony jest sznurkiem do tradycyjnej spłuczki. Vot sovietskaja tiechnika!

Moim zdaniem, całe przedsięwzięcie o nazwie „Pałac kultury i Nauki” było w konwencji owej knopki. Ma sprawiać wrażenie, a to, że w rzeczywistości jest prymitywne, tego na pierwszy rzut oka nie widać.

Ekonomiczne i prawne przeszkody w zburzeniu Pałacu Kultury

Ale już poważnie. Zburzenie PKiN – moim zdaniem – jest bez sensu. Proszę sobie wyobrazić roszczenia byłych właścicieli gruntów. Jak długo stoi Pałac, tak długo nie ma problemów z roszczeniami. Gdyby go zabrakło – kilkanaście lat to mało, żeby rozwiązać problemy prawne związane z regulacją stanów prawnych i roszczeniami. A ile dziesięcioleci byłby sporządzany i uchwalany kolejny plan zagospodarowania tego obszaru?

Pałac Kultury jest niewygodny dla użytkowników. Wiele światowych firm, które wynajmowały tam pomieszczenia, jak tylko nadarzyła się okazja przenosiły się do nowych biurowców.   W Pałacu pozostała pewna liczba, głównie najstarszych użytkowników, m.in. Polska Akademia Nauk.  Zburzenie Pałacu, to wysłanie na bruk większości z tych placówek.  Nie wyobrażam sobie możliwości zapewnienia im miejsca do funkcjonowania w prywatnych obiektach, które powstałyby na tym miejscu.

Podsumowanie: Czy warto utrzymywać PKiN na liście zabytków?

Tak więc na postawiony na wstępie problem, czyli: czy zburzyć Pałac – odpowiem cytatem z klasyka „jestem za, a nawet przeciw”.

Pałac Kultury i Nauki w Warszawie jest faktem od 1955 r. Skoro już jest – niech będzie. Nie widzę natomiast żadnego powodu nie tylko do ochrony osi widokowych na to arcydzieło epoki stalinizmu, ale nawet na utrzymywaniu go na liście zabytków kultury narodowej.

Autorem tekstu jest prof. Lech Królikowski – wieloletni Prezes Towarzystwa Przyjaciół Warszawy, varsavianista i samorządowiec. Pierwszy burmistrz warszawskiego Mokotowa i wieloletni radny tej dzielnicy. Były rektor Wyższej Szkoły Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia, a także pracownik Polskiej Akademii Nauk. Był też członkiem rady Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi oraz Nagrodą im. św. Brata Alberta – Adama Chmielowskiego. Jest autorem dwudziestu książek związanych z Warszawą i ponad siedmiuset artykułów.

Prof. Lech Królikowski. Fot. Fundacja im.XBW Ignacego Krasickiego

ŹRÓDŁO: Fundacja im. XBW Ignacego Krasickiego