Wstyd oszczędzać

Krzysztof Przybył, prezes Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”

Populizm uprawiany przez polityków to nie tylko obietnice, którymi zasypywani są wyborcy. To nie tylko schlebianie lękom i uprzedzeniom oraz utrwalanie krzywdzących stereotypów. To także oszczędzanie – na pokaz – tam, gdzie oszczędności są co najmniej niewskazane, a bywa, że i niezwykle szkodliwe. Ten rodzaj populizmu jest dla Polski szczególnie dotkliwy i łączy niestety wszystkie siły polityczne –  podksumowuje Krzysztof Przybył, prezes Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”.

Przez kilkanaście lat demokratycznej Polski żaden z rządów (niezależnie od tego, jak wysokie miał poparcie społeczne) nie zdecydował się na wyposażenie policji w nowoczesny sprzęt do tłumienia zamieszek. Bo wiadomo – zaraz posypią się oskarżenia, że władza szykuje rozprawę z opozycją. W rezultacie policja musiała posługiwać się sprzętem pamiętającym czasy głębokiego PRL-u. Dopiero dwanaście lat temu, kiedy w Warszawie zorganizowano międzynarodowy szczyt gospodarczy z udziałem zagranicznych przywódców, udało się nadrobić zaległości. Groźba zamieszek alterglobalistów pozwoliła na zakupy, które w każdym demokratycznym kraju nie budzą niczyich obaw.

Wrzawa wokół zakupu nowoczesnych samolotów do użytku najwyższych urzędników skutecznie paraliżowała kolejne gabinety. Efektem była tragedia smoleńska. I, mimo że minęło od niej ponad sześć lat, do dzisiaj nie doczekaliśmy się własnych, nowoczesnych samolotów rządowych. A przecież Polskę, która choć oczywiście krezusem nie jest, stać przecież na tak potrzebne zakupy.

I wreszcie triumf populizmu z ostatnich dni. PiS zgłosił projekt podwyżek dla najwyższych urzędników państwowych i wyznaczenia stałej pensji dla pierwszych dam. No i rozpętała się burza. Bo jakim prawem politycy mają się dorabiać? A w ogóle do rządu idzie się, by służyć krajowi, a nie zarabiać pieniądze… Projekt został szybko wycofany, a władze rządzącej partii zdecydowały, by sprawę podwyżek odłożyć ad Kalendas Graecas. Nawiasem mówiąc, kilka lat temu to rządząca wówczas Platforma chciała podnieść urzędnicze uposażenia, a PiS wówczas przeciwko temu głośno protestował.

Straciliśmy szanse usunięcia bardzo niedobrego zjawiska. Jak bowiem nazwać sytuację, gdy wiceministrowie są na sto którejś pozycji listy płac własnego ministerstwa? Ich podwładni zasiadają w radach nadzorczych, zarządach państwowych spółek i zarabiają niekiedy kilkukrotność ich uposażeń. To pierwsza aberracja. Druga – to poziom płac dla osób, które podejmują decyzje warte miliardy złotych, decyzje wpływające na losy całych pokoleń. Jeżeli fachowiec ma zdecydować się na objęcie wysokiego państwowego stanowiska, to albo musi być naprawdę zamożny, albo hołdować ascezie. O interpretacji pani komisarz Bieńkowskiej nie wspomnę… Oczywiście trudno, by państwo płaciło tyle, co wielkie koncerny, ale niech ta różnica nie będzie tak drastyczna, jak obecnie. Praca dla Polski jest i powinna być wyzwaniem. Nie musi być jednak finansowym wyrzeczeniem.

Żaden z polityków, którzy faryzejsko oburzają się na propozycję podwyżek, nie zaryzykowałby wizyty u stomatologa zarabiającego minimalną płacę krajową. Nie powierzyłby remontu swojego domu fachowcowi pracującemu za najniższe stawki. Dlaczego? Sprawa oczywista: za odpowiednią jakość usług należy się odpowiedni wynagrodzenie. Nie inaczej jest z zarządzaniem firmą. Dlaczego więc inne reguły mają obowiązywać w państwie?

Wprowadzenie racjonalnego systemu wynagradzania wysokich urzędników państwowych musi być jednak powiązane z inną doniosłą zmianą. Mam na myśli stworzenie służby cywilnej z prawdziwego zdarzenia, kasty apolitycznych fachowców, którzy nie zmieniają się wraz ze zmianą rządu. Polska musi mieć kadrę menedżerską z prawdziwego zdarzenia i na tej kadrze wstyd po prostu oszczędzać.

Źródło: http://krzysztofprzybyl.natemat.pl/186003,wstyd-oszczedzac